czwartek, 3 marca 2011

influenza ciąg dalszy

Chyba odrobinę zdrowieję bo dziś rano zwlekłszy się o jakiejś nieludzkiej porze (Troll chyba przestawia się już na czas letni :-/ ) , przetarłszy oczki, ujrzałam mieszkanie bez ochronnych filtrów choroby i zamachałam z wrażenia rączkami i nóżkami. Jęk: zgiń przepadnij szejtanie, wyrwał mi się z drżących ust i obijał się przez chwilę echem wśród wspaniałych stosów brudnych naczyń, ubrań, okruszków, zwiędłych liści, ziemi do kwiatków, starego kociego żarcia i jakiejś brei na podłodze. Efekt taki że cały poranek próbowałam wyrugować z kuchni, kwitnące cywilizacje w różnistym stadium rozwoju. Reszta domu leży odłogiem bo zamierzam iść na spacer się dotlenić z Trollem. Może jak wrócę to znajdę w sobie pokłady siły by wykonać tę syzyfową robotę do końca...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz