sobota, 30 listopada 2013

Idzie zima.

Zaledwie zdążyłyśmy uznać z mamą, że qnie trochę jeszcze pochodzą i przyszła zima, więc trza je było jednak zebrać. Zima na naszym wygwizdowie zaczyna się gnojem lecącym z nieba i taką piździawicą, że jamniki odmawiają wyjścia spod kołdry ;)
A kopytniaki zakładają strajk, polegający na koczowaniu pod stajnią, tak długo aż ktoś się zlituje i je wpuści. Zapasy siana i słomy w tym roku są lepiej niż przyzwoite więc, mama zdecydowała że zaczynamy "sezon stajenny". To znaczy - noce w środku i nic poza tym.
Pojeździć nie pojeździłam, za stara jestem żeby w takiej mżawce się telepać w siodle, eeeh te dwadzieścia lat temu to mi nic nie przeszkadzało, a teraz tu mnie boli a tam strzyka. Starość nie radość ;)

Nadal martwi mnie Bonita, a dokładnie jej noga. Utyka nadal. Kurde mol, wymiętoliłam ją dokładnie caluteńką, macałam kości, stawy, mięśnie, kopyto, wyczyściłam i opukałam strzałkę. Jest czysto, żadnych opuchlizn, ciepłota w normie od barku po kopytko, nie reaguje na moje macanie w ogóle, tylko cierpliwie podaje nogę i pozwala się maltretować. Zresztą badali ją i weterynarz i kowal i my setki razy i nikt nie wie czemu kuleje.  A po takich dawkach leków przeciwzapalnych, przeciwbólowych i kroplówkach to już dawno powinno być po sprawie. Naprawdę nie wiem co z tym zrobić, jedyne co mi przychodzi do głowy to prześwietlenie, ale aż się boję pomyśleć ile to kosztuje. A zresztą skąd ja w ogóle wezmę veta z rentgenem, na całą nogę na tym zakichanym biegunie północnym? Może jak przyjdą dopłaty to coś pomyślę, na razie oblewa mnie zimny pot. Całe szczęście że pracować nie musi, tylko se łazi z drugim kulasem,  Bajką. Ale Bajka to w ogóle osobna historia, może kiedyś ją opowiem.

I cały czas oszczędza tego kulasa :/

A na poprawe humoru - Laura i Oskar :)


Świnie, jak widać, przeprowadzone już ze swojej letniej rezydencji ;) do zimowego boksu. Kartofle sąsiad zebrał, więc będzie można je trochę wypuścić luzem.


Niestety zrobienie ostrego zdjęcia w stajni, przekracza moje kompetencje :/

A poza tym serowarnia działa pełną parą. Tata przeprowadził próbne wędzenie, wyszło rewelacyjnie, teraz obciekają kolejne serki a na przyszły tydzień zrobi się kolejne do wspólnego uwędzenia :D


Mniam, mniam!

3 komentarze:

  1. O Jezu jak Ty jesteś piękna w tej czapie, ja właśnie ze względu na takie klimaty kupiłam koniki moje ukochane

    OdpowiedzUsuń
  2. Woooow ktoś tu zagląda i jeszcze komentuje :D
    Przepraszam dziewczyny, ale blogger nie wiem czemu nie wysyła mi poawiadomień :/
    Następny wpis z poślizgiem jest powyżej - z grubsza opisałam czemu tak długo. Zawsze cholera jasna coś :/

    A co do czapy to o którą pytasz? Bo mam chyba z 5 różnych, każda inna :D Ja uwielbiam stepowe klimaty a one się naturalnie łączą z końskimi :) A teraz jestem na etapie robienia nowego zestawu koczowniczego stroju - połowieckiego. Będzie wypas z jedwabiami i obszyciami, może wreszcie nie będę wyglądać jak standardowy menel ;)
    pozdrawiam was serdecznie!

    OdpowiedzUsuń