sobota, 23 listopada 2013

Wizyta gospodarska ;)

Jako że Listopad, dno roku i ogólnie gnojem rzuca, to by nieco się z marazmu podźwignąć umyśliłam podnieść nieco tego bloga. Bo leży i kwiczy już od dawna, nawet info o imprezie nie chciało mi się wrzucać. A fuj, a be, leń śmierdzący, ale tak po prawdzie nawet na rękodzielniczego prawie nic nie piszę bo mi się nie chce. 
 No więc dziś spróbuję trochę agrejdować lajałt ;) i odrobinę się powywnętrzać. Co prawda i tak nikt tego nie czyta, ale przynajmniej będę mogła sobie stworzyć pozory robienia czegoś bardziej konstruktywnego, niż bezmyślne gapienie się w ekran :/
No więc pojechaliśmy, dziś jak co sobotę, na Stepy. Kameralna rodzinna impreza (urodziny i rocznica ślubu rodziców). Przy okazji zrobiłam przegląd instalacji, które Matula w pocie czoła wyprodukowała. Pochwalę się że koncepcja była moja, choć wykonawstwo już niezbyt.
Instalacja wygląda tak:

A tak z lokatorkami:



Wygląda to może nieco siermiężnie, ale spełnia swoją funkcję, to znaczy tworzy cztery oddzielne "terytoria" dla czterech wrednych dla siebie nawzajem kopytnych, dzięki czemu każda z nich ma wreszcie szansę dopchać się do żarcia. Próbowaliśmy wszystkich możliwych sposobów, włącznie z ustawieniem dużego balota, żeby mogły się teoretycznie "nażreć do oporu". Nie podziałało, z tej prostej przyczyny, że SS (Siwa Szefowa, druga z prawej), nażarłszy się, sterczała obok kupy siana i pilnowała, żeby przypadkiem GP (Gniada Paralityczna, pierwsza z lewej) i GH (Piękna Histeryczka, druga z lewej) nie spróbowały choć ździebiełka, i jedynie WC (Wrednej Cholerze, pierwszej z prawej) czasem udawało się bezczelnie dopchać do koryta. Ten sam problem mieliśmy z paśnikiem (stoi szkielet i trzeba go będzie wreszcie rozebrać), z wolnymi kupami siana rozwalonymi w wielu miejscach i setką innych "sprawdzonych sposobów". I działa na nie dopiero jak im się wyraźnie pokaże - tu jest twoje, ani kroku do stanowiska sąsiadki. I teraz kurde bele da się stać obok siebie i żreć symultanicznie siano, a nie gonić i kopać jakby im kto płacił. No koń ogrodnika z tej Staruchy, ani ździebełka nie odda. Ma prawie 22 lata a trzyma całą resztę pod żelaznym kopytem i wystarczy że spojrzy a zachowują się jakby miały ze smokiem do czynienia :/  Pół bidy gdy jeszcze było lato i nie dokarmialiśmy ich, ale teraz coraz zimniej i trawy niet, więc żarcia trza podrzucić. A że jeszcze w miarę ciepło i jakieś nędzne resztki chwastów sterczą to żal je do stajni pakować. Jak już zaczną się przymrozki, to pewnie się je zgoni, ale na razie niech się hartują i hodują sobie porządny kożuszek :) A że problem z dokarmianiem rozwiązany, to i wszystkim nam będzie łatwiej.
Martwi mnie że Piękna Histeryczka, dalej kuleje. Od czerwca się to ciągnie, tony leków, naświetlania, masaże, leczenie sterydowe i nic. Weterynarz rozłożył ręce, prawdopodobnie pokopały się z Wredną Cholerą i dostała dzwona w nerw barkowy. A to się może ciągnąć miesiącami, no i się ciągnie. Tak po prawdzie to był jeden z głównych powodów, dla których należało je rozdzielić przy żarciu, dzięki temu nie ma bójek i dodatkowych "trafień" w bolącą łopatkę. Mam nadzieję że w końcu jej przejdzie, na razie łazi luzem, pracować nie musi więc trzymajmy kciuki za rekonwalescencję.

W ogóle to pogoda do d... ciągle mżyło więc z jeżdżenia dziś wyszły nici. Ja już stara jestem, nie lubię gdy mi za kołnierz kapie, więc było z mojej strony wielkim poświęceniem, że polazłam na daleki padok złożyć kopytnym wizytę. I przy okazji spojrzeć jak tam trawa wygląda. Zdjęcia z komórki więc nędzne, ale tak to wyglądało:










Nie jest źle, chyba trzeba będzie nawieźć i talerzować to pastwisko, ale dopiero na wiosnę będę się tym przejmować.

A z niekońskich spraw, to zawiozłam tacie moje sery do wędzenia! Strasznie ciekawa jestem jak wyjdą. W zamian przywieźliśmy to:
Mniam, mniam
 A serami też się pochwalę jak już będą gotowe :D
O ile oczywiście zdążę zrobić im zdjęcie zanim rzuci się na nie stado sępów ;|

1 komentarz: