wtorek, 11 lutego 2014

Wielkie G....

Przez ponad trzy tygodnie, byłam uziemiona z chorymi, smarczącymi i kaszlącymi Trollami w domu. Więc w sumie nie było za bardzo o czym pisać.
Teraz właściwie też nie ma, poza tym że  chyba niedługo umrze ostatni z dogów niemieckich mojej mamy - Greta. I tak długo, ma już 13 lat przy średniej długości życia dogów około ośmiu. Ale i tak przykro.

Ja zresztą dopiero w ostatnią sobotę zdołałam się wybrać "na włości", nawet przemyśliwaliśmy pojeździć, ale podłoże było takie, że odpuściliśmy.
Z ciekawostek to testujemy nowy sposób nawożenia pastwiska. Wygląda to tak:

Dla niezorientowanych jest to gnój. Po iluś tam latach szarpania się z  wciąganiem taczki na górę gnojową, walki z osami, a potem błagania sąsiadów, żeby wzięli to rozwalili po polu, poszłyśmy z mamą po rozum do głowy. I  pojawił się pomysł, żeby nasze pastwisko ściółkować od razu. Jest na nie niewiele dalej niż na gnojownik, teren jest płaski więc wyjechanie te paredziesiąt metrów dalej taczką i szybkie rozgarnięcie tego widłami zajmuje porównywalnie dużo czasu i wysiłku  co układanie pryzmy. Na razie z 1ha zarzucona jest około połowa. Nieźle jak na w sumie dwa miesiące. My mamy problem z głowy, a pastwisko może trochę odżyje, na razie konie po nim siłą rzeczy nie chodzą. Sąsiad stwierdził że to niezły pomysł, choć jak dla niego za dużo roboty, ale on sam ma maszyny a my nie, więc robimy eksperyment :) Tak naprawdę to gnój u nas  się zbiera jedynie przez  miesiące zimowe, podczas których konie są zabierane na noc do stajni. W  pozostałą część roku, gdy stoją pod chmurką kwestia pryzmy gnojowej sama się rozwiązuje  ;) Więc jeśli uda się zarzucić całe albo większość tego pastwiska to będzie nieźle.

A koń zimą jaki jest każdy widzi ;)
Całkiem nieźle wygląda jak na swoje 22 lata :)



I ma fajne futerko :D choć widywałam już bardziej efektowne  podczas dłuższych i cięższych zim


Bajki noga wygląda kiepsko, kowal prowadzi ją na wysoką piętkę ale szczerze wątpię by kiedykolwiek udało się ten staw ustawić.
Co spojrzę to mam ochotę wypatroszyć tego konowała, co piętnastoletniemu koniowi chciał "nogi wyprostować". Na razie Bajka sobie spokojnie łazi, ani kowal ani weterynarz nie ściemniają że się ją da wyleczyć. Próbujemy zrobić co się da. Oby ortopedyczne podcinanie w końcu sprawiło że będzie jej lżej. Na szczęście nie jest jeszcze tak źle, żebyśmy musieli przemyśliwać eutanazję.  Na samą myśl mam traumę...

A jako wisienkę na torcie to informuję iż nasza wspaniała GDKiA przyklepała naszą ekspresówkę

można sobie poczytać tutaj

Krew mnie zalała, tym bardziej że dowiedziałam się dokładnie w ostatni dzień w który według ustawy mogłabym składać jakieś zażalenia i uwagi. I to wieczorem. Co ja kuźwa za uwagi miałabym niby składać?! Że nie życzę sobie tej drogi?! Dostałabym co najwyżej grzeczną odpowiedź że mam spadać na drzewo. Albo mniej grzeczną żebym nie podskakiwała bo mi ktoś koło pióra zrobi :/
Muszę znaleźć jakiegoś prawnika, który mi wyjaśni jak chłop krowie na rowie czy ja w ogóle mam teraz jakieś prawa czy po prostu "won z ziemi" jak twierdzi internet.
Jedyne pocieszenie, że raczej nie ruszą tego przed 2018. I to pod warunkiem że będzie kasa.
Ale i tak jakoś głośniej  usłyszałam tykanie pod tyłkiem :/