niedziela, 8 czerwca 2014

Dendrologia na Stepach ;) - Dęby

Pomimo nazwy, na moich Stepach sporo jest różnistych drzew.
Głównie to za sprawą moich rodziców, którzy mają fizia na punkcie nasadzeń  i z uporem maniaków, ciągle sadzą, przesadzają i dosadzają różniste okazy. I tak w krainie rzepaku i kartofla, wyrosła sobie przez te piętnaście latek, niewielka zielona wyspa. Widać ją z daleka, ale ze względu na gęste nasadzenia żywopłotów głównie z zewnątrz  :)
Co tam sobie rośnie w środku  to już zupełnie inna  historia.
Dziś jednak chciałabym pokazać dumę gospodarstwa czyli Nasz Dąb. Nie bez powodu dużymi literami go opisuję :)
Jest on chlubą  mojej mamy, która uważa go za swoją perłę w koronie. Dąb przybył do nas wraz z farmą i nie został, jako jeden z niewielu posadzony przez nas. Zresztą chyba byśmy  raczej nie dali rady,  leśnicy którzy go oceniali, dawali mu nieco ponad  setkę :)
Wygląda tak


Z bliska trochę lepiej idzie ocenić jakie to duże drzewo ;)



A zresztą wielkość w ogóle ciężko złapać, a już szczególnie jak się nie za bardzo  potrafi  robić zdjęcia i ma do dyspozycji komórkę, zamiast wypasionej lustrzanki ;)
Cóż, dodam  tylko, że  próbując objąć pień, ledwie ledwie smyra się palcami  z współobejmowaczem stojącym z drugiej strony :D


Bardzo pięknie także wygląda bluszcz wspinający się po pniu. Kiedyś zastanawiałam się czy nie szkodzi on drzewu, ale jakiś zapytany o to specjalista zaprzeczył, ponoć to mit, a bluszcz nawet duży i silny nie powinien zaszkodzić tak dużemu drzewu. A wygląda to czarodziejsko.

Oprócz Dębu rosną u nas jeszcze dęby  oraz Bonsai :)
Bonsai też jest nieco specjalny. Rośnie on sobie  gdzieś daleko w polu, na takiej dziwnej kupie kamieni (według poprzedniego właściciela jest to pozostałość po kamieniach granicznych, ale co to za kamienie  i czego granica to nikt  nie potrafi nam  wyjaśnic)


Również przyszedł on do nas wraz z posiadłością.
Na początku  byłam przekonana, że to jakaś malutka samosiejka, młody dąbek, którego wywiało na to wygwizdowo. Ale przy bliższym zapoznaniu okazało się, że jest on dosyć stary. Na pewno nie tak wiekowy jak Dąb, ale znacznie starszy niż wyglądał na pierwszy rzut oka. Ma bardzo gruby pień i jest pokręcony i sponiewierany przez wiatry, które w tym miejscu przewalały się zawsze z pełną prędkością. W górę korona  zaczęła rosnąć dopiero, gdy został nieco osłonięty - od zachodu, na granicy działki został posadzony rząd brzóz, robiących za  poduchę i wiatrołap. Ma swój urok, bo rośnie w dziwnym miejscu i sprawia wrażenie trochę magicznego.  Problem jest z nim taki, że stoi centralnie na celowniku ekspresówki - to właśnie przez ten kawałek ziemi ma   ona przechodzić. To smutne, tyle przetrwał i nie wiadomo czy będzie miał szansę wyrosnąć na prawdziwe duże drzewo.  To chociaż tak go upamiętnię :(


Bez kopytnych oczywiście  się nie obędzie :D

A ze spraw gospodarskich to ogłaszam iż serowarnia ruszyła :)

Znalazłam nowego dostawcę mleka i jestem bardzo zadowolona  bo ta pani w ogóle nie oddaje do mleczarni, tylko bezpośrednim odbiorcom i przez to stosuje jakąś tonę chemii mniej :D A to jak się zdążyłam przekonać znacząco wpływa na smak i wydajność serka :) Ostatni rekord - ser świeży podpuszczkowy, robiony na przepisie na ser koryciński, to 1800g sera z 10l mleka! Żważone po wyjęciu z solanki i osuszeniu, oczywiście jeszcze straci na wadze, ale to normalne zjawisko.  Tak więc jestem bardzo zadowolona i zaczynam się mocno zastanawiać, kto  to twierdził, iż własnoręczna produkcja sera się w ogóle nie opłaca?! Nawet czysto finansowo patrząc, to gdzie ja dostanę porządny nie napakowany  olejem i konserwantami, ser z mleka, popuszczki i soli (bo tylko to dodaję do przepisu), w cenie 15zł/kg!?


Kolejny punkt programu - serki parzone typu oscypek, korycińskie mogę już robić z zamkniętymi oczyma, a zaczynają mnie kusić kolejne wyzwania :D Ogranicza mnie jedynie pojemność lodówki i brak dojrzewalni :(

I tak się toczy.
Teraz proszę trzymać kciuki, będziemy poskramiali złośnicę.
Dziękuję Aldonie, za podpowiedzenie sposobu. Jeśli zadziała to pewnie się pochwalę. Wreszcie pomysł jak zmusić Furię do  zaprzestania terroryzowania słabszych w stadzie i może uda mi się wyprowadzić wiecznie chorą (skopaną) nogę Boni do normalności  :)