czwartek, 28 sierpnia 2014

Czarnejdupy ciąg dalszy

Nie piszę bo nic mi się nie chce.
No czarnadupa  po prostu i to taka, że aż zdecydowałam się na  wizytę u lekarza, by dał mi jakieś pigułki szczęścia. To trwa już trochę za dlugo, lato gdy miało się poprawić już mija, czarnadziura wcale nie jaśniejsza  i zaczyna mnie przerażać perspektywa nadejścia mrocznej pory roku :/ Trza się ogarnąć i to szybko, póki dzień jeszcze długi.
W  ramach stosowania się do dobrych rad typu "no weźże się wreszcie w garść" zabrałam  się za przetwory. Udało mi się zrobić całe zakichane 10 słoiczków pomidorów - bogi tylko raczą wiedzieć czemu mnie pokarali, ale to jedyne słoiki, które poza buraczkami i ogórkami kiszonymi raczą wtranżalać  moje domowe niejadki ;|Wspomniane ogórki i buraczki produkuje na tony moja szanowna rodzicielka, więc czuję się z nich zwolniona. Ale pomidorki się przydadzą, roboty z nimi niewiele a mam poczucie że choć coś kontruktywnego udało mi się zdziełać ;)



Zaznaczam,  że nie jest to moje ostatnie słowo, założyłam sobie po prostu plan by przynajmniej te parę kg pomidorków tygodniowo przerobić, one w sumie  dopiero teraz zaczynają być naprawdę dojrzałe i tanie :)  Mi się nie pali  zbytnio, a potem towarzycho przynajmniej przez jakiś czas będzie żarło spaghetti i pomidorówkę z własnorobów. I moje poczucie dobrze spełnionego obowiązku się choć trochę napasie  ;|


 A ze spacerku ze Szkodnikami przywlokłam dzisiaj taki bukiet


Teraz wisi, suszy się i pachnie na całe mieszkanie. Tak pachnie że zaraz mnie łeb od tego rozboli jak znam życie.  Dla niezorientowanych to jest nawłoć. I nie, nie jestem fanką suszonych  bukietów. Używam tego do barwienia naturalnego, teraz jest jej full na polach, ale ususzona barwi równie ładnie a można ją przechowywać przez zimę na przykład. I jak skończy się sezon, a przyjdzie wena na eksperymenty, to jest się z czym bawić :) Taka mała prekognicja ;)

Poza tym z nowości  to mamy nowego lokatora.
Nazywa się Kropek i podobno jest królikiem. Podobno ponieważ pod króliczą aparycją kryje się mało królicza osobowość. Widział kto żeby królik po chałupie luzem latał  i do kuwety chodził na siku i bobki?! No ja nie widziałam. To znaczy nie widziałam  aż do teraz. Bo właśnie taki niby-królik nam się trafił. Kurca nawet klatkę  mu kupiłam, ale on ją olał i patrzy na nią z lekkim obrzydzeniem. Zresztą mu się nie dziwię, też bym  w klatce nie chciała siedzieć. Chodzi więc sobie po domu, spać przychodzi do nas do łóżka i ogólnie zarządza w  tym momencie areałem mieszkania ;) Ciekawe kto zostanie ostatecznie imperatorem  gdy koty wrócą z "urlopu" ;) Strzelam że jednak Kropkus Magnus Rex ;)




Cała moja wiedza na temat królików, ich życia, zachowań, psychologii i osobowości, w konfrontacji z Kropkiem legła  w gruzach. On  po prostu tworzy nowe standardy królikowatości ;)

No dobra, starczy spamowania o słoikach, królikach i chwastach
Na do widzenia tęcza (były dwie ale tylko jedna mi wyszła na zdjęciach)


Pańszczyzna odrobiona, czyli napisałam posta :/
Ten blog umiera tylko i wyłącznie z powodu mojego niechciejstwa. A tyle niby miałabym do opowiedzenia gdyby tylko mi się chciało  jak mi się nie chce...

2 komentarze:

  1. Nie jesteś jedyną leniwą blogerką, jeżeli to w ogóle jest jakieś pocieszenie.:-)
    I życzę Ci, żeby czarna dupa nieco zbielała. ( dupa blada?, czy to jest ideał, do którego dążymy w życiu? )

    OdpowiedzUsuń
  2. Ano czasem tak bywa, ale warto pamiętać że nigdy nie jest tak źle aby - nie mogło być lepiej :)
    Pozdrawiamy : )

    OdpowiedzUsuń